sobota, 1 grudnia 2018

Inicjały zbrodni

Sophie Hannah "Inicjały zbrodni"


Pierwszy z serii (wydanych dotąd trzech) tomów powieści kryminalnych, będących kontynuacją przygód Herculesa Poirota. „Inicjały zbrodni” (wróciłam do niej krótko po lekturze "Zagadki trzech czwartych", tak aby przypomnieć sobie pozostałe pomysły autorki).

Hercules, w kawiarni, w której jest stałym gościem, spotyka dziwnie zachowującą się, wyraźnie przerażoną kobietę. Proponuje jej pomoc, ale ona odmawia, do tego zaznaczając, że zasługuje na śmierć. Po tej dziwnej rozmowie wybiega w ciemność. W kawiarence wprawdzie obsługa ją kojarzy, ale poza tym, że pracuje dla jakiejś bogatej kobiety i że, jak ją osądzono „udaje lepszą niż jest” nikt nie potrafi o niej nic więcej powiedzieć.
Krótko po tym spotkaniu okazuje się, że w luksusowym hotelu, w trzech różnych pokojach znaleziono troje zamordowanych ludzi. Używając dość pokrętnej argumentacji, Poirot  dochodzi do wniosku, że te sprawy są powiązane.

Zaletą tej powieści na pewno jest atmosfera. Mamy historię dziejącą się w dużej mierze na angielskiej prowincji. W sielskich klimatach ukryte paskudne ludzkie charaktery, są niespodziewanie zerwane zaręczyny i tajemnicze wydarzenia z przeszłości, które wyłaniają się w toku prowadzonego dochodzenia. Śledczym ze Scotland Yardu, przyjacielem Poirota i jego towarzyszem jest Edward Catchpool, który pojawia się również w kolejnych częściach.

Motywacje i postępowanie momentami wydawały mi się nieco przerysowane, ale całość czyta się dobrze. Jeśli ktoś lubi klimaty tworzone przez A. Christie, tę książkę również powinien przeczytać z przyjemnością.

piątek, 23 listopada 2018

Hel 3

Jarosław Grzędowicz "Hel 3"


źródło obrazka

Nazwisko Jarosława Grzędowicza poznałam dzięki powieści (i opowiadaniu, ponieważ były wydane razem) „Popiół i kurz” oraz „Obol dla Lilith”. Czytałam je wiele lat temu, autor „kupił mnie” od razu. Potem była „Księga jesiennych demonów” nadal trzymająca niezmiennie wysoki poziom, no i budzący już ogólny zachwyt „Pan lodowego ogrodu”. Pierwszy tom genialny, zakończenie całej serii dość rozczarowujące, ale nadal Grzędowicz był dla mnie gwarantem jakości. No i pojawił się „Hel 3”.

Dość długo zwlekałam z zapoznaniem się z tą książką. Raczej mnie odstraszały zajawki, że rzecz dzieje się w „zdehumanizowanym świecie przyszłości” (z opisu w jednej z księgarni). Osobiście za takimi klimatami powieści nie przepadam. W końcu kupiłam (audiobook) i zaczęłam słuchać. No i się okazało, że autor ma POGLĄDY, których nie waha się użyć. I o ile sam w sobie nie jest to zarzut, to niestety nie potrafię się pogodzić z tym, że tam, gdzie pisarz powinien umieć użyć skalpela, tu mamy walenie cepem po głowie.

Rzeczywistość tego świata w dużej mierze odnosi się do całkiem współczesnych sporów, dyskusji, różnych wizji, ale w tak przerysowany, karykaturalny sposób, że odniosłam wrażenie, że cała ta książka jest tylko po to, żeby autor mógł zamanifestować swoje zdanie.

Jeśli mamy rząd liberalny oczywiście i niechętny postawom patriotycznym to całkowicie podległy jakimś obcym siłom, które Polskę traktują jako rezerwuar taniej siły roboczej. Zrównoważony rozwój to praktycznie przekleństwo Europy, która przyjęła tę doktrynę (połączoną z ideą zrównoważonego ubóstwa) jako zadośćuczynienie za dawne syte lata. Zrównoważony rozwój oznacza na przykład reglamentację wody, energii, spłatę długu węglowego zaciągniętego przez przodków. Tyle tylko, że te obostrzenia nie dotyczą rządzących światem Chin czy Nowosowietów. Cierpi tylko Europa, w szczególności Polska. Z kolei zrównoważony rozwój nauki przyjęty przez międzynarodowe traktaty to pozwolenie polskim naukowcom na przyczynkarstwo w jakiejś ośmieszonej gałęzi quasi-humanistyki. Innowacje i wynalazki są zarezerwowane dla jakichś obcych ich. Jedzenie oficjalnie modny weganizm i wegetarianizm, dostępne produkty to jakieś śmieci, a ci, którzy wytwarzają jedzenie dawnymi, naturalnymi sposobami robią to nielegalnie. Sztucznie wywołana panika dotycząca nadchodzącej epidemii ma być pretekstem do zmuszenia do szczepień outsiderów, którzy nie wyrażają na to zgody, a w efekcie ma to być genetyczna eugenika, pozwalająca na pozbycie się „niechcianego elementu”. Aplikacje zdrowotne monitorują używanie kawy czy papierosów, co jest generalnie zabronione oczywiście dla dobra ludzkości. I mniej więcej w tym stylu kolejne opinie.

Bolałoby o wiele mniej, gdyby nie wykonanie. Z jednej strony mamy znakomity warsztat pisarza. Wydarzenia mkną, akcja wciąga. Początek jest naprawdę znakomity, ale trudno się oderwać. Z drugiej, ideologia, która nawet nie ukrywa, że nią jest. Realna akcja, czyli działania zmierzające do szukania owego nowego źródła energii zaczynają się mniej więcej w połowie. I tu znowu mamy do czynienia ze świetnym warsztatem. Opisy przygotowań, plany eksploracji księżyca, z pojawiającymi się w tle niepokojącymi elementami jest kawałkiem dobrej fabuły. Z tym, że znowu  w głowie pojawiło mi się ale ­– jedno z rozwiązań fabularnych jako żywo przypomina podobne z Pana lodowego ogrodu.

Szukając przerysowanych manifestów politycznych, mam do dyspozycji partyjne ulotki, wydawnictwa i całą masę różnych kanałów medialnych. Czytając powieść, wolałabym nie obrywać tak podaną ideologią, tym bardziej od autora tej klasy co J. Grzędowicz.

sobota, 17 listopada 2018

Zagadka trzech czwartych


Sophie Hannah "Zagadka trzech czwartych"


źródło obrazka
Trzeci z kolei tom z cyklu z Herculesem Poirot. Tak, z TYM Herculesem Poirot. Autorka podjęła się, z błogosławieństwem rodziny, stworzenia kolejnych książek z tym słynnym detektywem. Z jednej strony, aż chciałoby się westchnąć pecunia non olet i każdy dodatkowy dochód jest mile widziany, stąd łaskawość spadkobierców. Z drugiej, Sophie Hannah jest naprawdę dobrą autorką.

Jak wyszło z Herculesem? Niewątpliwie największym atutem jest on sam, a właściwie magia jego nazwiska. Myślę, że S. Hannah spokojnie mogła stworzyć bohatera o innym nazwisku i umieścić go w tym samym kontekście historyczno-społecznym, tyle tylko, że pewnie wówczas siła oddziaływania jej nowej książki byłaby mniejsza. W końcu to kontynuacja samej Agathy Christie, a nie jakiś kolejny z wielu detektyw, który swoje miejsce w panteonie sław (i stałych czytelników) musi sobie dopiero wywalczyć.

Sama fabuła  sprawnie napisana i poprowadzona. Mamy przedstawicieli angielskiej society, szereg różnych typów ludzkich, jest Hercules oraz jego przyjaciel łamane na współpracownik ze Scotland Yardu oraz  oczywiście scenę z rozwiązaniem zagadki, gdy wszyscy bohaterowie zebrani zostali w jednym miejscu.

Fabuła rozpoczyna się, gdy do Poirota docierają niezależnie od siebie cztery nieznające się osoby, które twierdzą, że otrzymały od niego list, w którym słynny detektyw oskarża ich o morderstwo. Wszyscy twierdzą, że są niewinni i podejrzewają, że ktoś wymyślił jakąś intrygę, aby ich pognębić. Oczywiście każdy podaje inne nazwisko, wskazując na swojego wroga bądź kogoś, z kim ma jakiś zatarg. Poirot, który nikomu żadnego listu nie wysyłał, podejmuje się wyjaśnić o co chodzi o tej intrydze.

Moim zdaniem autorce udało się dobrze uchwycić klimat powieści Christie. Pojawiające się postaci, zagadka, tocząca się akcja dobrze wpisuje się w schemat. Sam Poirot nadal jest pedantyczny, systematyczny, wtrąca francuskie wyrażenia, ale sprawia wrażenie jakby bledszej wersji siebie. Co do fabuły, mam lekki niedosyt. O ile motywacje bohaterów mogą się wydawać momentami nieco naciągane, to kilka kwestii, które się pojawiły w toku opowieści nie zostało w ogóle wyjaśnionych.

Generalnie sympatyczne czytadło na jeden wieczór, w klimacie swojego pierwowzoru, ale bez tej iskry autorki oryginału.

czwartek, 25 października 2018

Zabójczy pocisk


Zabójczy pocisk



źródło

Lubię opowiadania. Bardzo lubię antologie opowiadań różnych autorów, którzy zajmują się na przykład jednym motywem.

Z sentymentem wspominam zbiory wydawane przed laty przez Fabrykę Słów. Wówczas można było w nich znaleźć opowiadania bardzo dobre, przeplecione perełkami. I tylko czasem coś słabszego. Z biegiem czasu, kiedy zapewne okazało się, że to się sprzedaje, kolejne tomy znacząco traciły na jakości. Niemniej, mimo bardzo wielu rozczarowań na tym polu (i nie chodzi tu tylko oczywiście o wymienionego wyżej wydawcę) po takie książki sięgam chętnie.

„Zabójczy pocisk” to zbiór kryminalnych opowiadań piętnastu autorów. Sporo z nich inspirowanych jest prawdziwymi wydarzeniami, zwykle tymi najbardziej medialnymi, które zapewne większość z czytelników pamięta z przekazów dziennikarzy. 

Całość otwiera opowiadanie Łukasza Orbitowskiego. Mamy historię rozpoczynającą się nawiązaniem do jednego z najbardziej znanych dzieł popkultury, a następnie przenosimy się na warszawską Pragę. Poznajemy bohaterów wywodzących się z tego środowiska i historię ich życia, która zbiega się w miejscu, o którym większość z nas słyszała w mediach. Opowieść to fabularne rozwinięcie jednego dramatycznego wydarzenia. Moim zdaniem to opowiadanie jest świetne, doskonale napisane, pełnokrwiste postaci mają swoje życie i emocje. Autor nie ocenia. On tylko opisuje. Opisuje życie ludzi z tzw. marginesu. Robi to bez żadnej naiwności, za to z szacunkiem dla każdego z nich. Opisuje to, co się działo (czy mogło się dziać) zanim doszło do owej „godziny zero”. To fabuła , której nie zapomina się dwie minuty po zapoznaniu się z nią, co dla mnie jest również wyznacznikiem dobrze napisanej historii.

Również jednym z moim zdaniem lepszych jest „Telefon” Wojciecha Chmielarza. To historia także wykorzystująca prawdziwe wydarzenia, ale autor spojrzał na nie z nieco innej perspektywy. Generalnie W. Chmielarz staje się tym autorem, którego zacznę polecać w ciemno.
Poziom trzyma Marta Guzowska ze swoją Simoną (choć cały czas dręczyło mnie poczucie, że to opowiadanie już skądś znam) i Ryszard Ćwirlej.

Poza tym znajdziemy tu m.in.: dialog wewnętrzny morderczyni, historię niedobranego małżeństwa, opowiadanie o planowanej na zimno zemście. Dla mnie dużym rozczarowaniem była Puzyńska. I mimo mojej sympatii do zbiorków, w tym przypadku nie dotrwałam do końca. Tych kilka lepszych całości nie uratuje.

Za pointę może służyć chyba takie podsumowanie. Jedno z opowiadań moją uwagę przykuło tym, że od pewnego momentu myślałam tylko z niesmakiem „banał”, „przewidywalne”, „no co za chała”. Zakończenie okazało się jednak bardziej zaskakujące. Samo opowiadanie skończyło się w sposób przewidywalny, natomiast w słowie wyjaśniającym autor doprecyzował, że ta historia wydarzyła się naprawdę. W fabule nieco zmieniono szczegóły, ale zrąb opowieści to fakty z życia (a właściwie kronik kryminalnych) wzięte. Co niestety potwierdza to, że życie potrafi napisać najbanalniejsze scenariusze. Autorzy kryminałów muszą się bardziej wysilić.

Z opowiadaniami zapoznawałam się w formie audiobooka. Tu każda z historii czytana jest przez innego lektora (lub lektorkę, bo kobiecych głosów mamy sporo). Realizacja trzyma poziom, kilka głosów miałam okazję słyszeć w takiej roli po raz pierwszy.


Rafał Bielski "Skąd się bierze zło?
Łukasz Orbitowski "Stalowa. Baśń"
Remigiusz Mróz "Hakowy
Jakub Małecki "Puch"
Joanna Opiat-Bojarska "Przeznaczenie"
Wojciech Chmielarz "Telefon"
Olga Rudnicka "Byle do lata"
Katarzyna Puzyńska "Wszędzie krew"
Marta Guzowska "Plan B"
Magdalena Knedler "Jadzia Markowska"
Bartosz Szczygielski "Sprawiedliwość dla wszystkich", "Zero, zero osiem"
Ryszard Ćwirlej "Kto się boi Czarnej Wołgi?"
Robert Małecki "Kosa"
Małgorzata Rogala "Córka Koryntu i prawiczek"
Marta Matyszczak "Trup, którego nie ma"
Tomasz Siekielski "Że cię nie opuszczę aż do śmierci"




niedziela, 7 października 2018

Mitologia nordycka


Neil Gaiman „Mitologia nordycka”



źródło obrazka

Mitologia nordycka, obok - czy właściwie na drugim miejscu - za mitami greckimi i rzymskimi, niewątpliwie jest w naszej kulturze najbardziej rozpowszechniona. Obecnie jej popularność jest tym większa, że temat pojawił się w filmach na podstawie komiksów z uniwersum Marvela. Te blockbustery postaci Thora i Lokiego wyniosły na szczyt popularności, deklasując bogów ze wszystkich innych panteonów. 

Mimo wszystko historie filmowe (czy wcześniejsze, komiksowe) podchodzą do klasycznych mitów z pewną dezynwolturą. Nasi bohaterowie są wyszlifowani, docięci do współczesnych czasów, mamy ich lubić. Wątki z mitów są wybierane i traktowane w podobny sposób - twórczo przerabiane. Oczywiście nie ma w tym nic złego, tak dzieje się praktycznie ze wszystkimi historiami, które stworzył człowiek. Mity greckie czy rzymskie wykorzystane zostały w chyba każdy możliwy sposób, postaci z baśni nieraz nie sposób rozpoznać w nowoczesnych ich  interpretacjach. Niemniej warto o tym pamiętać, zwłaszcza porównując opracowanie dotyczące klasycznych mitów z ich wersjami pop.

„Mitologia nordycka” N. Gaimana to mity tradycyjne. Autor opowiada kolejne historie o tym świecie - od jego powstania po koniec. Mamy historię o tym jak zdobyli (a właściwie otrzymali) swoje najpotężniejsze atrybuty, dowiadujemy się, dlaczego Odyn ma jedno oko czy jak powstał mur broniący ich przed olbrzymami. Opowieści podzielone są na rozdziały, każdy opowiada jedną historię. Sposób narracji przypomina mi moje ukochane od lat wczesnoszkolnych mity opracowane przez Jana Parandowskiego. Opowiadania napisane są przystępnym językiem, ale autor nie uwspółcześnia swoich bohaterów. To nadal mityczni bogowie w klasycznych opowieściach. Z charakterami i czynami, jakie przypisano im wiele, wiele lat temu. I być może, zwłaszcza w zderzeniu z ich popkulturowymi wizerunkami, u czytelnika może pojawić się myśl „ależ to paskudna banda”.

Tę książkę również słucham jako audiobook. Czyta Zbigniew Zamachowski. I w tym przypadku polecam zarówno samą książkę, niezależnie od jej formy, ale także lektora - jest świetny.

sobota, 29 września 2018

Dziewczynka z zapalniczką


Mariusz Czubaj „Dziewczynka z zapalniczką”


źródło obrazka
To kolejna powieść kryminalna tego autora z Rudolfem Heinzem. W treści mamy nawiązania do poprzednich historii (czytałam je dawno i szczerze mówiąc, nie pamiętałam nawet zarysów fabuł. W sumie nie przeszkadzało to aż tak bardzo, ale uważam, że przynajmniej na początku czytałoby mi się tę książkę lepiej).

Całość otwiera prolog. Mamy scenę, w której dziewczynka nakrywa ojca na seksie z jakąś kobietą oraz drugi obraz, dotyczący tajemniczych poczynań  Jacka Szymona, byłego policjanta, jak się okazuje, znajomego i mentora naszego głównego bohatera Rudolfa Heinza.

Następnie w krótkich retrospekcjach przywołane są elementy poprzednich fabuł, jako koszmary męczące naszego bohatera oraz wspomnienia fatalnego stanu psychicznego, w jakim przez jakiś się on znajduje. W związku z tym przebywa na zwolnieniu i głównie realizuje się w swoim hobby - gra w zespole rockowym. Mimo że nie pracuje, kontakt z kolegami ma, pomaga też czasem, jeśli trzeba się na przykład szybko skontaktować z humorzastym specjalistą. Generalnie początek to zgrabne nakreślenie kontekstu, w jakim nasz bohater się znajduje. Poznajemy jego sytuację, najbliższych znajomych, zaczynają się pojawiać okruchy informacji, które potem złożą się na fabułę - historię dramatu rodziny szemranego biznesmena Kotrycha (nawiasem mówiąc w polskich kryminałach takich biznesmenów wywodzących swoje majątki z niekoniecznie czystych interesów z lat 90., mamy więcej, ot, taka specyfika)  znienacka zazębiającą się ze śmiercią Jacka Szymona. Do tego jest były więzień, złapany niegdyś i zamknięty przez komisarza, który teraz planuje na nim zemstę. Akcja się rozpoczyna, Heinz wraca do służby.

Historia dzieje się na Śląsku, głównie w Katowicach. Są tu słynne kukurydze (wieżowce) - w jednej z nich Heinz ma mieszkanie, pojawiają się Brynów i Piotrowice (dzielnice Katowic), na chwilę wjeżdżamy do Mysłowic (na ulicę Powstańców z rzędami dawno nieremontowanych kamienic). Mamy Sosnowiec i Dąbrowę Górniczą (wspomniane również w kontekście anegdotycznej niechęci Śląska i Zagłębia). Z jednej strony - na szczęście - autor uniknął wklejania encyklopedycznych opisów co jest czym, z drugiej, odniosłam wrażenie, że gdyby akcję przenieść do innego miasta, wystarczyłoby tylko w kilku miejscach podmienić odpowiednie nazwy.

Autor nie oparł się wykorzystaniu (choć tylko jako tła), jako sprawy prowadzonej przez innego policjanta, faktycznej dramatycznej historii rodziny, która zginęła w pożarze domu (chociaż akurat te wydarzenia miejsce miały nie w Katowicach, a w jednym z miast ościennych). Poza tym w treści obok tego głównego dochodzenia komisarza pojawiają się także inne sprawy, z jakimi borykają się policjanci. Do głównego śledztwa nic to nie wnosi, ale buduje pewien koloryt pracy mundurowych.

Nasz Heinz prowadzi swoje śledztwo, brnie przez baśnie Andersena, które stały się jednymi ze znalezionych śladów, tropi historię morderstwa dziewczynki i szuka wyjaśnień ostatnich poczynań zmarłego Szymona. Wspomaga go koleżanka-psycholożka, z którą zna się prywatnie, a ceni ją pomimo (a nie dla) wykonywanego zawodu oraz  Ewa Jedynak, nowa policjantka, z którą współpracuje.

Prowadzone wątki zazębiają się, tworząc spójną całość. Nie ma tu głębszej obserwacji społecznej, nie ma dokładnych opisów miast, nie ma reporterskiej dokładności w opisie procedur policyjnych. Kryminalna zagadka prowadzona jest spójnie i ciekawie, komisarz odkrywa kolejne tropy i za nimi podąża, tak aby na końcu odkryć prawdę. Ważne są szczegóły. To, co zwróci uwagę naszego dochodzeniowca w początkowej fazie śledztwa, okaże się ważne także przy jego końcu.

Podsumowując, rzetelnie napisany kryminał, który przeczytałam z przyjemnością.

piątek, 21 września 2018

Jesteś tylko diabłem


Joe Alex Jesteś tylko diabłem



źródło obrazka

Joe Alex to pseudonim literacki Macieja Słomczyńskiego (1920-1998). Tłumacza, autora powieści kryminalnych, przygodowych, scenariuszy filmowych, sztuk telewizyjnych, audycji radiowych (źródło).

„Jesteś tylko diabłem” to trzecia z kolei odsłona przygód pisarza powieści kryminalnych, a przy okazji detektywa, współpracownika Scotland Yardu (tu cenionego i docenianego przez pracowników wymiaru sprawiedliwości), „najwybitniejszego umysłu kryminologicznego swoich czasów”, jak bohater został kilkakrotnie określony w książce. 

Fabuła rozpoczyna się, gdy do Joe Alexa zgłasza się bardzo znany przedstawiciel angielskiej palestry z prośbą o zbadanie śmierci jego narzeczonej. Kobieta po śmierci męża wróciła do rodzinnej posiadłości, odżyła stara miłość między nią a mecenasem, zaręczyli się, a pewnego dnia znaleziono ją martwą. Śledztwo zamknięto z werdyktem o samobójstwie, ale stary prawnik nie to nie wierzy. Na dodatek wśród różnych śladów wokół tej sprawy można znaleźć kilka, które trudno wyjaśnić racjonalnie, a nad rodziną krąży stara, kilkusetletnia klątwa, która jest związana z procesami czarownic, jakie odbywały się w tej miejscowości.

Powieść klimatem przypomina klasyczne, angielskie kryminały, nierozerwalnie związane z nazwiskiem Agathy Christie. Całość już jednak nieco trąci myszką i w sposobie pisania, i tworzenia postaci, i ogólnej atmosfery.

Główny bohater to były pilot, który brał udział w działaniach wojennych, po wojnie majątku dorobił się jako autor kryminałów. Nosi takie samo nazwisko jak pseudonim, pod którym wydano powieść - Joe Alex. Jest on nieco narcystyczny, bardzo zamożny (dzięki swoim powieściom kryminalnym, których serdecznie nie znosi - dziś majątku i to w miarę szybko dorobiłby się raczej w branży IT), do tego straszliwie przegadany (wręcz lubujący się w długaśnych przemowach).

Generalnie całość czyta się przyjemnie. Zagadka, nasycona elementami metafizycznymi (zagadnienie diabła pojawia się bardzo często, choć sam Alex od początku traktuje tę postać jako pewien symbol).

Sądzę, że książka powinna się podobać tym czytelnikom, którzy lubią opowieści, których tłem jest angielska prowincja, z przedstawicielami różnych klas społecznych, ale generalnie bohaterami są ludzie bogaci, którzy nie muszą martwić się o przyziemne, codzienne sprawy. Pamiętać jednak należy, że mentalność tych bohaterów do dzisiejszych czasów i sposobu myślenia nie za bardzo już przystaje i nie można ich oceniać dzisiejszymi kryteriami (choć namiętności czy słabości ludzkie nie zmieniły się wcale). Moim zdaniem przy czytaniu należy wziąć poprawkę na to, kiedy książka była tworzona. I mieć cierpliwość do postaci, które kochają kwieciste przemowy.

wtorek, 18 września 2018

Cienie


Wojciech Chmielarz "Cienie"



źródło obrazka

„Cienie” to najnowszy (na chwilę obecną) tom powieści z Jakubem Mortką. 
Akcja rozpoczyna się klasycznie - od sceny przyjazdu komisarza na miejsce zbrodni. W mieszkaniu znajdują się dwa trupy, zastrzelone zostały matka i córka. Tu rozpoczyna się wątek śledztwa prowadzonego przez komisarza. 
Śledztwo trudne, łączące się z jego osobistymi wyborami i emocjami. Wątek poprowadzony jest po mistrzowsku. Z jednej są strony twarde dowody, które trudno podważyć, z drugiej emocje i intuicja naszego komisarza. 

Obok głównego śledztwa mamy wątki biegnące równolegle. Są bohaterowie znani z poprzednich części, między innymi biznesmen-gangster Borzestowski oraz współpracownicy Mortki. Tu mamy wątek sięgający dalekiej przeszłości, kiedy młodzi policjanci w ówczesnej polskiej rzeczywistości podjęli decyzje, które w nieoczekiwany sposób  wpływają na ich dzisiejsze życie. Również wokół Borzestowskiego atmosfera zaczyna się zagęszczać.

 Do tego dochodzi śledztwo prowadzone przez Suchą, policjantkę pracującą z Mortką, która trafia na dowody bestialskich działań wśród ludzi mających władzę, pieniądze i wręcz nieograniczone możliwości. 

Całość, mimo praktycznie kilku osobnych historii jest spójna i wciągająca. Książka jak zwykle u tego autora jest świetnie napisana, z całą galerią postaci i zachowań oraz mistrzowskimi zwrotami akcji. A wspólnym mianownikiem tych historii staje się powiedzenie, że stare grzechy rzucają długie cienie.

Kolejność tomów:

1. Podpalacz
2. Farma lalek
3. Przejęcie
4. Osiedle marzeń
5. Cienie (źródło)

niedziela, 16 września 2018

Agatha Raisin i śmiertelny dług


M.C. Beaton "Agatha Raisin i śmiertelny dług"



Pierwsza z cyklu powieści o Agacie Raisin źródło obrazka
Na książkę, a właściwie audiobooka, trafiłam przypadkiem. Od kilku dni testuję storytel i szukałam czegoś łatwego i przyjemnego. Opis tej książki skojarzył mi się z powieściami Agathy Christie, którą bardzo lubię. Liczyłam na coś podobnego, w klimacie angielskiej prowincji, z portrecikami postaci charakterystycznych dla takiego miejsca. Niestety, tu wszystko jest „prawie”.

Niby jest angielska wieś, a nawet malutka osada, gdzie głównie toczy się akcja, ale pewnie mógłby być to na przykład wielorodzinny dom w jakiejś metropolii, tylko po to, żeby podkreślić, że wszyscy się znają. Niby jest tajemnicze morderstwo, i w ogóle trup ściele się gęsto, ale policja jakoś tak niemrawo prowadzi śledztwo (uznanie, że kolejna podobna do poprzednich śmierć ma przyczyny naturalne, bez zdania wyjaśnienia, dlaczego wysnuto taki wniosek, to jedno z „ciekawszych” rozwiązań fabularnych). Niby pani detektyw jest znienawidzona przez lokalnego komisarza, ale nic ponad kilka razy powtórzonej informacji z tego nie wynika, a co więcej, kiedy potrzebuje dodatkowych danych, zleca swojemu pracownikowi kontakt z policyjnym informatorem... i je ma. Raz biuro ma tak dużo spraw, że nie można się wyrobić, a za chwilę jest informacja, że obecnie jest przestój i pracownica może wybrać się na niespodziewany urlop (może to też kwestia przeskoków czasowych, bo w kilku miejscach mamy lakoniczne info, minęło tyle a tyle czasu). Niby mamy XXI wiek, tablety, komórki, e-maile, ale wymienione jakoś mimochodem, natomiast śledztwo wygląda jakby nowoczesne technologie jeszcze tam nie dotarły. Niby w wioseczce atmosfera jest napięta, ciężka od emocji, ale w treści tego nie widać.

Do tego dochodzą oczywiste błędy (nie wiem, czy autorki czy w tłumaczeniu), ale na przykład jedna z bohaterek nie może mieć siostrzenicy (bądź siostrzeńca, nie pamiętam literalnie), bo... nigdy nie wyszła za mąż. Generalnie ani to dobry kryminał, ani obrazek obyczajowy czy społeczny. Końcówka co najmniej dziwna. Pomysł, w mojej opinii może nawet dobry, ale zrealizowany mizernie. Całość wygląda jak szkic powieści.

Co ciekawe, tom jest 26. z kolei w serii, sięgnęłam też po 1. (... i ciasto śmierci), żeby sprawdzić, czy to jest jednorazowa wpadka. Ta opowieść na pewno lepiej zarysowuje i postacie, i miejsca, jako początek lekkiej i łatwej serii zapowiada się dość ciekawie, ale tu autorka również nie uniknęła naiwnych uproszczeń. Z kolei tom kolejny (... i wredny weterynarz) robi się nużący. Opisy, które w założeniu mają być śmieszne są nudne (jak bohaterka wchodzi na zlew, żeby wymienić żarówkę, wiadomo, że on się urwie, a ona spadnie), poszczególne sceny i całe zdania to oklepane klisze. Do tego kompletny brak jakichkolwiek pozorów wiarygodności w konstrukcji postaci oraz zwykłe niechlujstwo. Główna bohaterka, wieloletnia właścicielka świetnie prosperującej firmy PR, całą karierę współpracująca z dziennikarzami, w pewnym momencie dziwi się, że lokalna redakcja (jak sama określa pogardliwie „trzystronicowej” gazety) nie wygląda jak siedziba np. New York Timesa (w wersji z filmów, czyli przeszklone pomieszczenie z rzędami komputerów, przy których trwa praca) czy też kładzie się na plecach w toalecie pubu, po to, żeby wysuszyć stopy pod suszarką do rąk. Co do drugiego zarzutu, to w jednej scenie bohaterka jest opisana jako ubrana w spodnie, po to by po chwili musieć podnieść spódnicę.

Największy atut tej realizacji to lektorka. Książkę czyta Paulina Holtz i tylko dzięki jej interpretacji dotrwałam do końca tego dzieła (a potem w sumie i kolejnego).
Bez możliwości jakie daje storytel na pewno bym po ten tytuł nie sięgnęła. Generalnie nie lubię kobiecych głosów jako lektorek w audiobookach, w kilku przypadkach nie dałam rady nawet przesłuchać książki właśnie z tego powodu. Pani P. Holtz ma dla mnie bardzo przyjemną barwę i ton głosu, do tego podoba mi się jej interpretacja. Na pewno będę szukać innych książek (choć raczej nie z tej serii) czytanych właśnie przez nią. Każde nagranie trwa ok. 6 godzin.

Podsumowując, ta seria to książkowy fast food i to z tych gorszych. Ani nie jest dobrej jakości, nie broni się ani treścią, ani stylem, ani jakąkolwiek wiarygodnością w kwestii obserwacji współczesnej prowincji (acz podobnie jak na fast food, czasem nachodzi ochota na coś takiego).

wtorek, 11 września 2018

Żmijowisko



Wojciech Chmielarz Żmijowisko


źródło obrazka

Autora znam z serii kryminałów o Jakubie Mortce (bardzo dobrych) i tylko dlatego skusiłam się na również na ten tytuł. Opisywany jest on jako thiller, za którym to gatunkiem nie przepadam.


Książkę kupiłam jako audiobook (czyta Mariusz Bonaszewski, nagranie trwa ok. 16 godzin), i na te 16 godzin przepadłam. Treść wciąga z miejsca. Mimo trudnej tematyki i wszechobecnej ciężkiej atmosfery naprawdę chce się wiedzieć, co będzie się dziać dalej.

 Kilkoro znajomych ze studiów, teraz już obarczonych rodzinami czy partnerami, postanawia spędzić wspólnie wakacje w gospodarstwie agroturystycznym. Tu mamy pierwszą płaszczyznę świata przedstawionego - interakcje między tymi tak różnymi osobami, ich sympatie, antypatie, dawne urazy czy emocje. Taki obrazek obyczajowy. W czasie wyjazdu dochodzi do tragedii. Znika córka jednej z uczestniczek wyjazdu (jako że matka zaszła w ciążę bardzo młodo, jest ona najstarsza wśród obecnych dzieci i towarzystwa szuka raczej wśród mieszkających na miejscu rówieśników). Dziewczyna znika i nie wiadomo, co się z nią stało. Mija rok. Ojciec wraca do Żmijowiska, aby ponowić poszukiwania.

Na miejscu jest widziany niechętnie. Miejscowi nie chcą przypominać nikomu, a zwłaszcza turystom, o tragedii, która kładzie się cieniem na interesach wszystkich, a najbardziej oczywiście gospodarzy agroturystyki, którzy mają swoje poważne problemy. Do tego dochodzi historia nowobogackiego biznesmena, który kupuje w tej miejscowości dom i widząc możliwość rozwinięcia kolejnego dochodowego przedsięwzięcia, dąży do realizacji swojego celu niemal po trupach. W tle historia znajomości jego zbuntowanej córki oraz syna gospodarzy agroturystyki (wydaje się inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które kilka lat temu wstrząsnęły Polską).

Akcja prowadzona jest nielinearnie. Wydarzenia z okresu wakacji przeplatają się z okresem ponownego przyjazdu ojca do Żmijowiska, a całość uzupełniona jest obrazami z przeszłości jeszcze dalszej, okresu studiów grupy, dzieciństwa zaginionej dziewczyny i małżeństwa jej rodziców. Obok mamy historię właścicieli agroturystyki, która też kryje niejedną tajemnicę. Pod koniec te czasowe płaszczyzny się zbiegają i akcja zaczyna toczyć się jednym torem.

Żmijowisko to świetnie opowiedziana historia, ciężka od emocji. Tych targających dorosłymi, związanymi z codziennym życiem i takimi problemami, pracą, obowiązkami, poczuciem uciekającego czasu. Tych szarpiących nastolatkami, związanymi z ich dorastaniem, pierwszymi doświadczeniami z seksem, próbami znalezienia własnej tożsamości oraz akceptacji. Akcja tempa nabiera na koniec, ale dzięki takiemu sposobowi prowadzenia narracji czytelnik nie ma możliwości poczuć się znużony czy znudzony, a bohaterowie (a przynajmniej większość z nich) zostaje w głowie na dłużej.

sobota, 8 września 2018

Nocny człowiek


Jorn Lier Horst Nocny człowiek



źródło obrazka

Czwarty tom serii o norweskim policjancie Wiliamie Wistingu. Tym razem akcja rozpoczyna się od sceny, rozgrywającej się w szarym, mglistym poranku, kiedy to pracownica księgarni zmierza do swojego miejsca pracy i natyka się na makabryczne znalezisko. Nieznana nikomu ofiara, brak śladów mogących naprowadzić śledczych na jakikolwiek trop. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się nie do rozwiązania.
Tym razem śledztwo zaprowadzi Wistinga w egzotyczne dla niego rejony. Obok, jak zwykle, pojawia się postać Line, córki-dziennikarki, która przyjeżdża do miasteczka w związku z inną tajemniczą sprawą.
Ponieważ w Polsce książki z tej serii ukazują się w dość losowej kolejności, osoby, które czytają je, tak jak się pojawiają na rynku (to akurat mój przypadek) mogą mieć dość dziwne odczucia. Wątki, których zakończenie się zna - dotyczy to oczywiście głównie osobistych historii postaci, a nie prowadzonych śledztw - tu się dopiero zawiązują.
Autor, co wielokrotnie się podkreśla, jest byłym policjantem, i to w jego książkach widać. Akcja toczy się dość niespiesznie, policjanci są ludźmi z różnymi słabościami i predyspozycjami, śledztwo to w dużej mierze rozmowy w sali konferencyjnej, a nie szalone pościgi i strzelaniny. Nie ma tu też epatowania okrucieństwem, krwawych opisów i sadystycznych wizji. Dodatkowym atutem jest świetny portret społeczny. Kolejne sprawy, śledztwa, historie rysują portret pewnych szerszych problemów społecznych i zachodzących zmian.
Dla mnie cała seria jest jedną z bardziej przeze mnie lubianych wśród tzw. skandynawskich kryminałów.