sobota, 29 września 2018

Dziewczynka z zapalniczką


Mariusz Czubaj „Dziewczynka z zapalniczką”


źródło obrazka
To kolejna powieść kryminalna tego autora z Rudolfem Heinzem. W treści mamy nawiązania do poprzednich historii (czytałam je dawno i szczerze mówiąc, nie pamiętałam nawet zarysów fabuł. W sumie nie przeszkadzało to aż tak bardzo, ale uważam, że przynajmniej na początku czytałoby mi się tę książkę lepiej).

Całość otwiera prolog. Mamy scenę, w której dziewczynka nakrywa ojca na seksie z jakąś kobietą oraz drugi obraz, dotyczący tajemniczych poczynań  Jacka Szymona, byłego policjanta, jak się okazuje, znajomego i mentora naszego głównego bohatera Rudolfa Heinza.

Następnie w krótkich retrospekcjach przywołane są elementy poprzednich fabuł, jako koszmary męczące naszego bohatera oraz wspomnienia fatalnego stanu psychicznego, w jakim przez jakiś się on znajduje. W związku z tym przebywa na zwolnieniu i głównie realizuje się w swoim hobby - gra w zespole rockowym. Mimo że nie pracuje, kontakt z kolegami ma, pomaga też czasem, jeśli trzeba się na przykład szybko skontaktować z humorzastym specjalistą. Generalnie początek to zgrabne nakreślenie kontekstu, w jakim nasz bohater się znajduje. Poznajemy jego sytuację, najbliższych znajomych, zaczynają się pojawiać okruchy informacji, które potem złożą się na fabułę - historię dramatu rodziny szemranego biznesmena Kotrycha (nawiasem mówiąc w polskich kryminałach takich biznesmenów wywodzących swoje majątki z niekoniecznie czystych interesów z lat 90., mamy więcej, ot, taka specyfika)  znienacka zazębiającą się ze śmiercią Jacka Szymona. Do tego jest były więzień, złapany niegdyś i zamknięty przez komisarza, który teraz planuje na nim zemstę. Akcja się rozpoczyna, Heinz wraca do służby.

Historia dzieje się na Śląsku, głównie w Katowicach. Są tu słynne kukurydze (wieżowce) - w jednej z nich Heinz ma mieszkanie, pojawiają się Brynów i Piotrowice (dzielnice Katowic), na chwilę wjeżdżamy do Mysłowic (na ulicę Powstańców z rzędami dawno nieremontowanych kamienic). Mamy Sosnowiec i Dąbrowę Górniczą (wspomniane również w kontekście anegdotycznej niechęci Śląska i Zagłębia). Z jednej strony - na szczęście - autor uniknął wklejania encyklopedycznych opisów co jest czym, z drugiej, odniosłam wrażenie, że gdyby akcję przenieść do innego miasta, wystarczyłoby tylko w kilku miejscach podmienić odpowiednie nazwy.

Autor nie oparł się wykorzystaniu (choć tylko jako tła), jako sprawy prowadzonej przez innego policjanta, faktycznej dramatycznej historii rodziny, która zginęła w pożarze domu (chociaż akurat te wydarzenia miejsce miały nie w Katowicach, a w jednym z miast ościennych). Poza tym w treści obok tego głównego dochodzenia komisarza pojawiają się także inne sprawy, z jakimi borykają się policjanci. Do głównego śledztwa nic to nie wnosi, ale buduje pewien koloryt pracy mundurowych.

Nasz Heinz prowadzi swoje śledztwo, brnie przez baśnie Andersena, które stały się jednymi ze znalezionych śladów, tropi historię morderstwa dziewczynki i szuka wyjaśnień ostatnich poczynań zmarłego Szymona. Wspomaga go koleżanka-psycholożka, z którą zna się prywatnie, a ceni ją pomimo (a nie dla) wykonywanego zawodu oraz  Ewa Jedynak, nowa policjantka, z którą współpracuje.

Prowadzone wątki zazębiają się, tworząc spójną całość. Nie ma tu głębszej obserwacji społecznej, nie ma dokładnych opisów miast, nie ma reporterskiej dokładności w opisie procedur policyjnych. Kryminalna zagadka prowadzona jest spójnie i ciekawie, komisarz odkrywa kolejne tropy i za nimi podąża, tak aby na końcu odkryć prawdę. Ważne są szczegóły. To, co zwróci uwagę naszego dochodzeniowca w początkowej fazie śledztwa, okaże się ważne także przy jego końcu.

Podsumowując, rzetelnie napisany kryminał, który przeczytałam z przyjemnością.

piątek, 21 września 2018

Jesteś tylko diabłem


Joe Alex Jesteś tylko diabłem



źródło obrazka

Joe Alex to pseudonim literacki Macieja Słomczyńskiego (1920-1998). Tłumacza, autora powieści kryminalnych, przygodowych, scenariuszy filmowych, sztuk telewizyjnych, audycji radiowych (źródło).

„Jesteś tylko diabłem” to trzecia z kolei odsłona przygód pisarza powieści kryminalnych, a przy okazji detektywa, współpracownika Scotland Yardu (tu cenionego i docenianego przez pracowników wymiaru sprawiedliwości), „najwybitniejszego umysłu kryminologicznego swoich czasów”, jak bohater został kilkakrotnie określony w książce. 

Fabuła rozpoczyna się, gdy do Joe Alexa zgłasza się bardzo znany przedstawiciel angielskiej palestry z prośbą o zbadanie śmierci jego narzeczonej. Kobieta po śmierci męża wróciła do rodzinnej posiadłości, odżyła stara miłość między nią a mecenasem, zaręczyli się, a pewnego dnia znaleziono ją martwą. Śledztwo zamknięto z werdyktem o samobójstwie, ale stary prawnik nie to nie wierzy. Na dodatek wśród różnych śladów wokół tej sprawy można znaleźć kilka, które trudno wyjaśnić racjonalnie, a nad rodziną krąży stara, kilkusetletnia klątwa, która jest związana z procesami czarownic, jakie odbywały się w tej miejscowości.

Powieść klimatem przypomina klasyczne, angielskie kryminały, nierozerwalnie związane z nazwiskiem Agathy Christie. Całość już jednak nieco trąci myszką i w sposobie pisania, i tworzenia postaci, i ogólnej atmosfery.

Główny bohater to były pilot, który brał udział w działaniach wojennych, po wojnie majątku dorobił się jako autor kryminałów. Nosi takie samo nazwisko jak pseudonim, pod którym wydano powieść - Joe Alex. Jest on nieco narcystyczny, bardzo zamożny (dzięki swoim powieściom kryminalnym, których serdecznie nie znosi - dziś majątku i to w miarę szybko dorobiłby się raczej w branży IT), do tego straszliwie przegadany (wręcz lubujący się w długaśnych przemowach).

Generalnie całość czyta się przyjemnie. Zagadka, nasycona elementami metafizycznymi (zagadnienie diabła pojawia się bardzo często, choć sam Alex od początku traktuje tę postać jako pewien symbol).

Sądzę, że książka powinna się podobać tym czytelnikom, którzy lubią opowieści, których tłem jest angielska prowincja, z przedstawicielami różnych klas społecznych, ale generalnie bohaterami są ludzie bogaci, którzy nie muszą martwić się o przyziemne, codzienne sprawy. Pamiętać jednak należy, że mentalność tych bohaterów do dzisiejszych czasów i sposobu myślenia nie za bardzo już przystaje i nie można ich oceniać dzisiejszymi kryteriami (choć namiętności czy słabości ludzkie nie zmieniły się wcale). Moim zdaniem przy czytaniu należy wziąć poprawkę na to, kiedy książka była tworzona. I mieć cierpliwość do postaci, które kochają kwieciste przemowy.

wtorek, 18 września 2018

Cienie


Wojciech Chmielarz "Cienie"



źródło obrazka

„Cienie” to najnowszy (na chwilę obecną) tom powieści z Jakubem Mortką. 
Akcja rozpoczyna się klasycznie - od sceny przyjazdu komisarza na miejsce zbrodni. W mieszkaniu znajdują się dwa trupy, zastrzelone zostały matka i córka. Tu rozpoczyna się wątek śledztwa prowadzonego przez komisarza. 
Śledztwo trudne, łączące się z jego osobistymi wyborami i emocjami. Wątek poprowadzony jest po mistrzowsku. Z jednej są strony twarde dowody, które trudno podważyć, z drugiej emocje i intuicja naszego komisarza. 

Obok głównego śledztwa mamy wątki biegnące równolegle. Są bohaterowie znani z poprzednich części, między innymi biznesmen-gangster Borzestowski oraz współpracownicy Mortki. Tu mamy wątek sięgający dalekiej przeszłości, kiedy młodzi policjanci w ówczesnej polskiej rzeczywistości podjęli decyzje, które w nieoczekiwany sposób  wpływają na ich dzisiejsze życie. Również wokół Borzestowskiego atmosfera zaczyna się zagęszczać.

 Do tego dochodzi śledztwo prowadzone przez Suchą, policjantkę pracującą z Mortką, która trafia na dowody bestialskich działań wśród ludzi mających władzę, pieniądze i wręcz nieograniczone możliwości. 

Całość, mimo praktycznie kilku osobnych historii jest spójna i wciągająca. Książka jak zwykle u tego autora jest świetnie napisana, z całą galerią postaci i zachowań oraz mistrzowskimi zwrotami akcji. A wspólnym mianownikiem tych historii staje się powiedzenie, że stare grzechy rzucają długie cienie.

Kolejność tomów:

1. Podpalacz
2. Farma lalek
3. Przejęcie
4. Osiedle marzeń
5. Cienie (źródło)

niedziela, 16 września 2018

Agatha Raisin i śmiertelny dług


M.C. Beaton "Agatha Raisin i śmiertelny dług"



Pierwsza z cyklu powieści o Agacie Raisin źródło obrazka
Na książkę, a właściwie audiobooka, trafiłam przypadkiem. Od kilku dni testuję storytel i szukałam czegoś łatwego i przyjemnego. Opis tej książki skojarzył mi się z powieściami Agathy Christie, którą bardzo lubię. Liczyłam na coś podobnego, w klimacie angielskiej prowincji, z portrecikami postaci charakterystycznych dla takiego miejsca. Niestety, tu wszystko jest „prawie”.

Niby jest angielska wieś, a nawet malutka osada, gdzie głównie toczy się akcja, ale pewnie mógłby być to na przykład wielorodzinny dom w jakiejś metropolii, tylko po to, żeby podkreślić, że wszyscy się znają. Niby jest tajemnicze morderstwo, i w ogóle trup ściele się gęsto, ale policja jakoś tak niemrawo prowadzi śledztwo (uznanie, że kolejna podobna do poprzednich śmierć ma przyczyny naturalne, bez zdania wyjaśnienia, dlaczego wysnuto taki wniosek, to jedno z „ciekawszych” rozwiązań fabularnych). Niby pani detektyw jest znienawidzona przez lokalnego komisarza, ale nic ponad kilka razy powtórzonej informacji z tego nie wynika, a co więcej, kiedy potrzebuje dodatkowych danych, zleca swojemu pracownikowi kontakt z policyjnym informatorem... i je ma. Raz biuro ma tak dużo spraw, że nie można się wyrobić, a za chwilę jest informacja, że obecnie jest przestój i pracownica może wybrać się na niespodziewany urlop (może to też kwestia przeskoków czasowych, bo w kilku miejscach mamy lakoniczne info, minęło tyle a tyle czasu). Niby mamy XXI wiek, tablety, komórki, e-maile, ale wymienione jakoś mimochodem, natomiast śledztwo wygląda jakby nowoczesne technologie jeszcze tam nie dotarły. Niby w wioseczce atmosfera jest napięta, ciężka od emocji, ale w treści tego nie widać.

Do tego dochodzą oczywiste błędy (nie wiem, czy autorki czy w tłumaczeniu), ale na przykład jedna z bohaterek nie może mieć siostrzenicy (bądź siostrzeńca, nie pamiętam literalnie), bo... nigdy nie wyszła za mąż. Generalnie ani to dobry kryminał, ani obrazek obyczajowy czy społeczny. Końcówka co najmniej dziwna. Pomysł, w mojej opinii może nawet dobry, ale zrealizowany mizernie. Całość wygląda jak szkic powieści.

Co ciekawe, tom jest 26. z kolei w serii, sięgnęłam też po 1. (... i ciasto śmierci), żeby sprawdzić, czy to jest jednorazowa wpadka. Ta opowieść na pewno lepiej zarysowuje i postacie, i miejsca, jako początek lekkiej i łatwej serii zapowiada się dość ciekawie, ale tu autorka również nie uniknęła naiwnych uproszczeń. Z kolei tom kolejny (... i wredny weterynarz) robi się nużący. Opisy, które w założeniu mają być śmieszne są nudne (jak bohaterka wchodzi na zlew, żeby wymienić żarówkę, wiadomo, że on się urwie, a ona spadnie), poszczególne sceny i całe zdania to oklepane klisze. Do tego kompletny brak jakichkolwiek pozorów wiarygodności w konstrukcji postaci oraz zwykłe niechlujstwo. Główna bohaterka, wieloletnia właścicielka świetnie prosperującej firmy PR, całą karierę współpracująca z dziennikarzami, w pewnym momencie dziwi się, że lokalna redakcja (jak sama określa pogardliwie „trzystronicowej” gazety) nie wygląda jak siedziba np. New York Timesa (w wersji z filmów, czyli przeszklone pomieszczenie z rzędami komputerów, przy których trwa praca) czy też kładzie się na plecach w toalecie pubu, po to, żeby wysuszyć stopy pod suszarką do rąk. Co do drugiego zarzutu, to w jednej scenie bohaterka jest opisana jako ubrana w spodnie, po to by po chwili musieć podnieść spódnicę.

Największy atut tej realizacji to lektorka. Książkę czyta Paulina Holtz i tylko dzięki jej interpretacji dotrwałam do końca tego dzieła (a potem w sumie i kolejnego).
Bez możliwości jakie daje storytel na pewno bym po ten tytuł nie sięgnęła. Generalnie nie lubię kobiecych głosów jako lektorek w audiobookach, w kilku przypadkach nie dałam rady nawet przesłuchać książki właśnie z tego powodu. Pani P. Holtz ma dla mnie bardzo przyjemną barwę i ton głosu, do tego podoba mi się jej interpretacja. Na pewno będę szukać innych książek (choć raczej nie z tej serii) czytanych właśnie przez nią. Każde nagranie trwa ok. 6 godzin.

Podsumowując, ta seria to książkowy fast food i to z tych gorszych. Ani nie jest dobrej jakości, nie broni się ani treścią, ani stylem, ani jakąkolwiek wiarygodnością w kwestii obserwacji współczesnej prowincji (acz podobnie jak na fast food, czasem nachodzi ochota na coś takiego).

wtorek, 11 września 2018

Żmijowisko



Wojciech Chmielarz Żmijowisko


źródło obrazka

Autora znam z serii kryminałów o Jakubie Mortce (bardzo dobrych) i tylko dlatego skusiłam się na również na ten tytuł. Opisywany jest on jako thiller, za którym to gatunkiem nie przepadam.


Książkę kupiłam jako audiobook (czyta Mariusz Bonaszewski, nagranie trwa ok. 16 godzin), i na te 16 godzin przepadłam. Treść wciąga z miejsca. Mimo trudnej tematyki i wszechobecnej ciężkiej atmosfery naprawdę chce się wiedzieć, co będzie się dziać dalej.

 Kilkoro znajomych ze studiów, teraz już obarczonych rodzinami czy partnerami, postanawia spędzić wspólnie wakacje w gospodarstwie agroturystycznym. Tu mamy pierwszą płaszczyznę świata przedstawionego - interakcje między tymi tak różnymi osobami, ich sympatie, antypatie, dawne urazy czy emocje. Taki obrazek obyczajowy. W czasie wyjazdu dochodzi do tragedii. Znika córka jednej z uczestniczek wyjazdu (jako że matka zaszła w ciążę bardzo młodo, jest ona najstarsza wśród obecnych dzieci i towarzystwa szuka raczej wśród mieszkających na miejscu rówieśników). Dziewczyna znika i nie wiadomo, co się z nią stało. Mija rok. Ojciec wraca do Żmijowiska, aby ponowić poszukiwania.

Na miejscu jest widziany niechętnie. Miejscowi nie chcą przypominać nikomu, a zwłaszcza turystom, o tragedii, która kładzie się cieniem na interesach wszystkich, a najbardziej oczywiście gospodarzy agroturystyki, którzy mają swoje poważne problemy. Do tego dochodzi historia nowobogackiego biznesmena, który kupuje w tej miejscowości dom i widząc możliwość rozwinięcia kolejnego dochodowego przedsięwzięcia, dąży do realizacji swojego celu niemal po trupach. W tle historia znajomości jego zbuntowanej córki oraz syna gospodarzy agroturystyki (wydaje się inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które kilka lat temu wstrząsnęły Polską).

Akcja prowadzona jest nielinearnie. Wydarzenia z okresu wakacji przeplatają się z okresem ponownego przyjazdu ojca do Żmijowiska, a całość uzupełniona jest obrazami z przeszłości jeszcze dalszej, okresu studiów grupy, dzieciństwa zaginionej dziewczyny i małżeństwa jej rodziców. Obok mamy historię właścicieli agroturystyki, która też kryje niejedną tajemnicę. Pod koniec te czasowe płaszczyzny się zbiegają i akcja zaczyna toczyć się jednym torem.

Żmijowisko to świetnie opowiedziana historia, ciężka od emocji. Tych targających dorosłymi, związanymi z codziennym życiem i takimi problemami, pracą, obowiązkami, poczuciem uciekającego czasu. Tych szarpiących nastolatkami, związanymi z ich dorastaniem, pierwszymi doświadczeniami z seksem, próbami znalezienia własnej tożsamości oraz akceptacji. Akcja tempa nabiera na koniec, ale dzięki takiemu sposobowi prowadzenia narracji czytelnik nie ma możliwości poczuć się znużony czy znudzony, a bohaterowie (a przynajmniej większość z nich) zostaje w głowie na dłużej.

sobota, 8 września 2018

Nocny człowiek


Jorn Lier Horst Nocny człowiek



źródło obrazka

Czwarty tom serii o norweskim policjancie Wiliamie Wistingu. Tym razem akcja rozpoczyna się od sceny, rozgrywającej się w szarym, mglistym poranku, kiedy to pracownica księgarni zmierza do swojego miejsca pracy i natyka się na makabryczne znalezisko. Nieznana nikomu ofiara, brak śladów mogących naprowadzić śledczych na jakikolwiek trop. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się nie do rozwiązania.
Tym razem śledztwo zaprowadzi Wistinga w egzotyczne dla niego rejony. Obok, jak zwykle, pojawia się postać Line, córki-dziennikarki, która przyjeżdża do miasteczka w związku z inną tajemniczą sprawą.
Ponieważ w Polsce książki z tej serii ukazują się w dość losowej kolejności, osoby, które czytają je, tak jak się pojawiają na rynku (to akurat mój przypadek) mogą mieć dość dziwne odczucia. Wątki, których zakończenie się zna - dotyczy to oczywiście głównie osobistych historii postaci, a nie prowadzonych śledztw - tu się dopiero zawiązują.
Autor, co wielokrotnie się podkreśla, jest byłym policjantem, i to w jego książkach widać. Akcja toczy się dość niespiesznie, policjanci są ludźmi z różnymi słabościami i predyspozycjami, śledztwo to w dużej mierze rozmowy w sali konferencyjnej, a nie szalone pościgi i strzelaniny. Nie ma tu też epatowania okrucieństwem, krwawych opisów i sadystycznych wizji. Dodatkowym atutem jest świetny portret społeczny. Kolejne sprawy, śledztwa, historie rysują portret pewnych szerszych problemów społecznych i zachodzących zmian.
Dla mnie cała seria jest jedną z bardziej przeze mnie lubianych wśród tzw. skandynawskich kryminałów.