Mariusz Czubaj „Dziewczynka z zapalniczką”
![]() |
| źródło obrazka |
To kolejna powieść kryminalna tego autora z Rudolfem Heinzem. W treści mamy nawiązania
do poprzednich historii (czytałam je dawno i szczerze mówiąc, nie pamiętałam
nawet zarysów fabuł. W sumie nie przeszkadzało to aż tak bardzo, ale uważam, że
przynajmniej na początku czytałoby mi się tę książkę lepiej).
Całość otwiera prolog. Mamy scenę, w której dziewczynka nakrywa
ojca na seksie z jakąś kobietą oraz drugi obraz, dotyczący tajemniczych
poczynań Jacka Szymona, byłego
policjanta, jak się okazuje, znajomego i mentora naszego głównego bohatera
Rudolfa Heinza.
Następnie w krótkich
retrospekcjach przywołane są elementy poprzednich fabuł, jako koszmary męczące
naszego bohatera oraz wspomnienia fatalnego stanu psychicznego, w jakim przez
jakiś się on znajduje. W związku z tym przebywa na zwolnieniu i głównie
realizuje się w swoim hobby - gra w zespole rockowym. Mimo że nie pracuje,
kontakt z kolegami ma, pomaga też czasem, jeśli trzeba się na przykład szybko
skontaktować z humorzastym specjalistą. Generalnie początek to zgrabne
nakreślenie kontekstu, w jakim nasz bohater się znajduje. Poznajemy jego
sytuację, najbliższych znajomych, zaczynają się pojawiać okruchy informacji,
które potem złożą się na fabułę - historię dramatu rodziny szemranego
biznesmena Kotrycha (nawiasem mówiąc w polskich kryminałach takich biznesmenów
wywodzących swoje majątki z niekoniecznie czystych interesów z lat 90., mamy
więcej, ot, taka specyfika) znienacka
zazębiającą się ze śmiercią Jacka Szymona. Do tego jest były więzień, złapany
niegdyś i zamknięty przez komisarza, który teraz planuje na nim zemstę. Akcja się rozpoczyna, Heinz wraca do służby.
Historia dzieje się na Śląsku, głównie w Katowicach. Są tu słynne
kukurydze (wieżowce) - w jednej z nich Heinz ma mieszkanie, pojawiają się
Brynów i Piotrowice (dzielnice Katowic), na chwilę wjeżdżamy do Mysłowic (na
ulicę Powstańców z rzędami dawno nieremontowanych kamienic). Mamy Sosnowiec i Dąbrowę Górniczą (wspomniane
również w kontekście anegdotycznej niechęci Śląska i Zagłębia). Z jednej strony
- na szczęście - autor uniknął wklejania encyklopedycznych opisów co jest czym,
z drugiej, odniosłam wrażenie, że gdyby akcję przenieść do innego miasta,
wystarczyłoby tylko w kilku miejscach podmienić odpowiednie nazwy.
Autor nie oparł się wykorzystaniu (choć tylko jako tła), jako
sprawy prowadzonej przez innego policjanta, faktycznej dramatycznej historii
rodziny, która zginęła w pożarze domu (chociaż akurat te wydarzenia miejsce
miały nie w Katowicach, a w jednym z miast ościennych). Poza tym w treści obok
tego głównego dochodzenia komisarza pojawiają się także inne sprawy, z jakimi
borykają się policjanci. Do głównego śledztwa nic to nie wnosi, ale buduje
pewien koloryt pracy mundurowych.
Nasz Heinz prowadzi swoje śledztwo, brnie przez baśnie Andersena,
które stały się jednymi ze znalezionych śladów, tropi historię morderstwa
dziewczynki i szuka wyjaśnień ostatnich poczynań zmarłego Szymona.
Wspomaga go koleżanka-psycholożka, z którą zna się prywatnie, a ceni ją pomimo
(a nie dla) wykonywanego zawodu oraz Ewa
Jedynak, nowa policjantka, z którą współpracuje.
Prowadzone wątki zazębiają się, tworząc spójną całość. Nie ma tu
głębszej obserwacji społecznej, nie ma dokładnych opisów miast, nie ma
reporterskiej dokładności w opisie procedur policyjnych. Kryminalna zagadka
prowadzona jest spójnie i ciekawie, komisarz odkrywa kolejne tropy i za nimi
podąża, tak aby na końcu odkryć prawdę. Ważne są szczegóły. To, co zwróci uwagę
naszego dochodzeniowca w początkowej fazie śledztwa, okaże się ważne także przy
jego końcu.
Podsumowując, rzetelnie napisany kryminał, który przeczytałam z
przyjemnością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz