M.C. Beaton "Agatha Raisin i śmiertelny dług"
![]() |
| Pierwsza z cyklu powieści o Agacie Raisin źródło obrazka |
Na książkę, a właściwie audiobooka, trafiłam przypadkiem. Od kilku
dni testuję storytel i szukałam czegoś łatwego i przyjemnego. Opis tej książki
skojarzył mi się z powieściami Agathy Christie, którą bardzo lubię. Liczyłam na
coś podobnego, w klimacie angielskiej prowincji, z portrecikami postaci
charakterystycznych dla takiego miejsca. Niestety, tu wszystko jest „prawie”.
Niby jest angielska wieś, a nawet malutka osada, gdzie głównie
toczy się akcja, ale pewnie mógłby być to na przykład wielorodzinny dom w jakiejś
metropolii, tylko po to, żeby podkreślić, że wszyscy się znają. Niby jest
tajemnicze morderstwo, i w ogóle trup ściele się gęsto, ale policja jakoś tak
niemrawo prowadzi śledztwo (uznanie, że kolejna podobna do poprzednich śmierć
ma przyczyny naturalne, bez zdania wyjaśnienia, dlaczego wysnuto taki wniosek,
to jedno z „ciekawszych” rozwiązań fabularnych). Niby pani detektyw jest
znienawidzona przez lokalnego komisarza, ale nic ponad kilka razy powtórzonej
informacji z tego nie wynika, a co więcej, kiedy potrzebuje dodatkowych danych,
zleca swojemu pracownikowi kontakt z policyjnym informatorem... i je ma. Raz
biuro ma tak dużo spraw, że nie można się wyrobić, a za chwilę jest informacja,
że obecnie jest przestój i pracownica może wybrać się na niespodziewany urlop
(może to też kwestia przeskoków czasowych, bo w kilku miejscach mamy lakoniczne
info, minęło tyle a tyle czasu). Niby mamy XXI wiek, tablety, komórki, e-maile,
ale wymienione jakoś mimochodem, natomiast śledztwo wygląda jakby nowoczesne
technologie jeszcze tam nie dotarły. Niby w wioseczce atmosfera jest napięta,
ciężka od emocji, ale w treści tego nie widać.
Do tego dochodzą oczywiste błędy (nie wiem, czy autorki czy w tłumaczeniu), ale na przykład jedna z bohaterek nie może mieć siostrzenicy (bądź siostrzeńca, nie pamiętam literalnie), bo... nigdy nie wyszła za mąż. Generalnie ani to dobry kryminał, ani obrazek obyczajowy czy społeczny. Końcówka co najmniej dziwna. Pomysł, w mojej opinii może nawet dobry, ale zrealizowany mizernie. Całość wygląda jak szkic powieści.
Do tego dochodzą oczywiste błędy (nie wiem, czy autorki czy w tłumaczeniu), ale na przykład jedna z bohaterek nie może mieć siostrzenicy (bądź siostrzeńca, nie pamiętam literalnie), bo... nigdy nie wyszła za mąż. Generalnie ani to dobry kryminał, ani obrazek obyczajowy czy społeczny. Końcówka co najmniej dziwna. Pomysł, w mojej opinii może nawet dobry, ale zrealizowany mizernie. Całość wygląda jak szkic powieści.
Co ciekawe, tom jest 26. z kolei w serii, sięgnęłam też po 1. (...
i ciasto śmierci), żeby sprawdzić, czy to jest jednorazowa wpadka. Ta opowieść
na pewno lepiej zarysowuje i postacie, i miejsca, jako początek lekkiej i
łatwej serii zapowiada się dość ciekawie, ale tu autorka również nie uniknęła
naiwnych uproszczeń. Z kolei tom kolejny (... i wredny weterynarz) robi się
nużący. Opisy, które w założeniu mają być śmieszne są nudne (jak bohaterka
wchodzi na zlew, żeby wymienić żarówkę, wiadomo, że on się urwie, a ona
spadnie), poszczególne sceny i całe zdania to oklepane klisze. Do tego
kompletny brak jakichkolwiek pozorów wiarygodności w konstrukcji postaci oraz
zwykłe niechlujstwo. Główna bohaterka, wieloletnia właścicielka świetnie
prosperującej firmy PR, całą karierę współpracująca z dziennikarzami, w pewnym
momencie dziwi się, że lokalna redakcja (jak sama określa pogardliwie
„trzystronicowej” gazety) nie wygląda jak siedziba np. New York Timesa (w
wersji z filmów, czyli przeszklone pomieszczenie z rzędami komputerów, przy
których trwa praca) czy też kładzie się na plecach w toalecie pubu, po to, żeby
wysuszyć stopy pod suszarką do rąk. Co do drugiego zarzutu, to w jednej scenie
bohaterka jest opisana jako ubrana w spodnie, po to by po chwili musieć
podnieść spódnicę.
Największy atut tej realizacji to lektorka. Książkę czyta Paulina
Holtz i tylko dzięki jej interpretacji dotrwałam do końca tego dzieła (a potem
w sumie i kolejnego).
Bez możliwości jakie daje storytel na pewno bym po ten tytuł nie
sięgnęła. Generalnie nie lubię kobiecych głosów jako lektorek w audiobookach, w
kilku przypadkach nie dałam rady nawet przesłuchać książki właśnie z tego
powodu. Pani P. Holtz ma dla mnie bardzo przyjemną barwę i ton głosu, do tego podoba
mi się jej interpretacja. Na pewno będę szukać innych książek (choć raczej nie
z tej serii) czytanych właśnie przez nią. Każde nagranie trwa ok. 6 godzin.
Podsumowując, ta seria to książkowy fast food i to z tych
gorszych. Ani nie jest dobrej jakości, nie broni się ani treścią, ani stylem,
ani jakąkolwiek wiarygodnością w kwestii obserwacji współczesnej prowincji (acz podobnie jak na fast food, czasem nachodzi ochota na coś takiego).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz