niedziela, 16 września 2018

Agatha Raisin i śmiertelny dług


M.C. Beaton "Agatha Raisin i śmiertelny dług"



Pierwsza z cyklu powieści o Agacie Raisin źródło obrazka
Na książkę, a właściwie audiobooka, trafiłam przypadkiem. Od kilku dni testuję storytel i szukałam czegoś łatwego i przyjemnego. Opis tej książki skojarzył mi się z powieściami Agathy Christie, którą bardzo lubię. Liczyłam na coś podobnego, w klimacie angielskiej prowincji, z portrecikami postaci charakterystycznych dla takiego miejsca. Niestety, tu wszystko jest „prawie”.

Niby jest angielska wieś, a nawet malutka osada, gdzie głównie toczy się akcja, ale pewnie mógłby być to na przykład wielorodzinny dom w jakiejś metropolii, tylko po to, żeby podkreślić, że wszyscy się znają. Niby jest tajemnicze morderstwo, i w ogóle trup ściele się gęsto, ale policja jakoś tak niemrawo prowadzi śledztwo (uznanie, że kolejna podobna do poprzednich śmierć ma przyczyny naturalne, bez zdania wyjaśnienia, dlaczego wysnuto taki wniosek, to jedno z „ciekawszych” rozwiązań fabularnych). Niby pani detektyw jest znienawidzona przez lokalnego komisarza, ale nic ponad kilka razy powtórzonej informacji z tego nie wynika, a co więcej, kiedy potrzebuje dodatkowych danych, zleca swojemu pracownikowi kontakt z policyjnym informatorem... i je ma. Raz biuro ma tak dużo spraw, że nie można się wyrobić, a za chwilę jest informacja, że obecnie jest przestój i pracownica może wybrać się na niespodziewany urlop (może to też kwestia przeskoków czasowych, bo w kilku miejscach mamy lakoniczne info, minęło tyle a tyle czasu). Niby mamy XXI wiek, tablety, komórki, e-maile, ale wymienione jakoś mimochodem, natomiast śledztwo wygląda jakby nowoczesne technologie jeszcze tam nie dotarły. Niby w wioseczce atmosfera jest napięta, ciężka od emocji, ale w treści tego nie widać.

Do tego dochodzą oczywiste błędy (nie wiem, czy autorki czy w tłumaczeniu), ale na przykład jedna z bohaterek nie może mieć siostrzenicy (bądź siostrzeńca, nie pamiętam literalnie), bo... nigdy nie wyszła za mąż. Generalnie ani to dobry kryminał, ani obrazek obyczajowy czy społeczny. Końcówka co najmniej dziwna. Pomysł, w mojej opinii może nawet dobry, ale zrealizowany mizernie. Całość wygląda jak szkic powieści.

Co ciekawe, tom jest 26. z kolei w serii, sięgnęłam też po 1. (... i ciasto śmierci), żeby sprawdzić, czy to jest jednorazowa wpadka. Ta opowieść na pewno lepiej zarysowuje i postacie, i miejsca, jako początek lekkiej i łatwej serii zapowiada się dość ciekawie, ale tu autorka również nie uniknęła naiwnych uproszczeń. Z kolei tom kolejny (... i wredny weterynarz) robi się nużący. Opisy, które w założeniu mają być śmieszne są nudne (jak bohaterka wchodzi na zlew, żeby wymienić żarówkę, wiadomo, że on się urwie, a ona spadnie), poszczególne sceny i całe zdania to oklepane klisze. Do tego kompletny brak jakichkolwiek pozorów wiarygodności w konstrukcji postaci oraz zwykłe niechlujstwo. Główna bohaterka, wieloletnia właścicielka świetnie prosperującej firmy PR, całą karierę współpracująca z dziennikarzami, w pewnym momencie dziwi się, że lokalna redakcja (jak sama określa pogardliwie „trzystronicowej” gazety) nie wygląda jak siedziba np. New York Timesa (w wersji z filmów, czyli przeszklone pomieszczenie z rzędami komputerów, przy których trwa praca) czy też kładzie się na plecach w toalecie pubu, po to, żeby wysuszyć stopy pod suszarką do rąk. Co do drugiego zarzutu, to w jednej scenie bohaterka jest opisana jako ubrana w spodnie, po to by po chwili musieć podnieść spódnicę.

Największy atut tej realizacji to lektorka. Książkę czyta Paulina Holtz i tylko dzięki jej interpretacji dotrwałam do końca tego dzieła (a potem w sumie i kolejnego).
Bez możliwości jakie daje storytel na pewno bym po ten tytuł nie sięgnęła. Generalnie nie lubię kobiecych głosów jako lektorek w audiobookach, w kilku przypadkach nie dałam rady nawet przesłuchać książki właśnie z tego powodu. Pani P. Holtz ma dla mnie bardzo przyjemną barwę i ton głosu, do tego podoba mi się jej interpretacja. Na pewno będę szukać innych książek (choć raczej nie z tej serii) czytanych właśnie przez nią. Każde nagranie trwa ok. 6 godzin.

Podsumowując, ta seria to książkowy fast food i to z tych gorszych. Ani nie jest dobrej jakości, nie broni się ani treścią, ani stylem, ani jakąkolwiek wiarygodnością w kwestii obserwacji współczesnej prowincji (acz podobnie jak na fast food, czasem nachodzi ochota na coś takiego).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz