sobota, 17 listopada 2018

Zagadka trzech czwartych


Sophie Hannah "Zagadka trzech czwartych"


źródło obrazka
Trzeci z kolei tom z cyklu z Herculesem Poirot. Tak, z TYM Herculesem Poirot. Autorka podjęła się, z błogosławieństwem rodziny, stworzenia kolejnych książek z tym słynnym detektywem. Z jednej strony, aż chciałoby się westchnąć pecunia non olet i każdy dodatkowy dochód jest mile widziany, stąd łaskawość spadkobierców. Z drugiej, Sophie Hannah jest naprawdę dobrą autorką.

Jak wyszło z Herculesem? Niewątpliwie największym atutem jest on sam, a właściwie magia jego nazwiska. Myślę, że S. Hannah spokojnie mogła stworzyć bohatera o innym nazwisku i umieścić go w tym samym kontekście historyczno-społecznym, tyle tylko, że pewnie wówczas siła oddziaływania jej nowej książki byłaby mniejsza. W końcu to kontynuacja samej Agathy Christie, a nie jakiś kolejny z wielu detektyw, który swoje miejsce w panteonie sław (i stałych czytelników) musi sobie dopiero wywalczyć.

Sama fabuła  sprawnie napisana i poprowadzona. Mamy przedstawicieli angielskiej society, szereg różnych typów ludzkich, jest Hercules oraz jego przyjaciel łamane na współpracownik ze Scotland Yardu oraz  oczywiście scenę z rozwiązaniem zagadki, gdy wszyscy bohaterowie zebrani zostali w jednym miejscu.

Fabuła rozpoczyna się, gdy do Poirota docierają niezależnie od siebie cztery nieznające się osoby, które twierdzą, że otrzymały od niego list, w którym słynny detektyw oskarża ich o morderstwo. Wszyscy twierdzą, że są niewinni i podejrzewają, że ktoś wymyślił jakąś intrygę, aby ich pognębić. Oczywiście każdy podaje inne nazwisko, wskazując na swojego wroga bądź kogoś, z kim ma jakiś zatarg. Poirot, który nikomu żadnego listu nie wysyłał, podejmuje się wyjaśnić o co chodzi o tej intrydze.

Moim zdaniem autorce udało się dobrze uchwycić klimat powieści Christie. Pojawiające się postaci, zagadka, tocząca się akcja dobrze wpisuje się w schemat. Sam Poirot nadal jest pedantyczny, systematyczny, wtrąca francuskie wyrażenia, ale sprawia wrażenie jakby bledszej wersji siebie. Co do fabuły, mam lekki niedosyt. O ile motywacje bohaterów mogą się wydawać momentami nieco naciągane, to kilka kwestii, które się pojawiły w toku opowieści nie zostało w ogóle wyjaśnionych.

Generalnie sympatyczne czytadło na jeden wieczór, w klimacie swojego pierwowzoru, ale bez tej iskry autorki oryginału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz