wtorek, 10 lutego 2015

Miecz Gideona


Lincoln Child, Douglas Preston Miecz Gideona


źródło obrazka


Życie Gideona Crew naznaczyło tragiczne wydarzenie. Jego ojciec, matematyk, pracujący nad algorytmami szyfrującymi wykorzystywanymi przez tajne służby, w dramatycznych okolicznościach wziął zakładnika, a jego żądaniem było „przeprowadzenie wnikliwego śledztwa i osądzenie, z czyjej winy zginęli ludzie”. Podczas akcji antyterrorystycznej Melvin Crew został zastrzelony. Wszystko obserwuje 12-letni Gideon oraz jego matka, którzy zostali sprowadzeni na miejsce w nadziei, że pomogą opanować szaleńca. Mijały lata. Matka młodzieńca rozpiła się, przez dom przewijali się kolejni mężczyźni, miejsce zamieszkania zmieniało się jak w kalejdoskopie, zaczęło też brakować pieniędzy. Gideon w międzyczasie wyrósł na nieprzeciętnie inteligentnego, zdolnego i sprytnego młodego człowieka. Jego zajęciem stała się kradzież dzieł sztuki z małych muzeów i słabo strzeżonych kolekcji. Dopiero na łożu śmierci matka wyznała mu prawdę – ojciec wiedział, że przez niedbalstwo i zaniechanie osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo podległych im ludzi, zginęło dwudziestu sześciu agentów. Zignorowany został raport Melvina ostrzegający o takiej możliwości, a jego śmierć była niczym innym jak tylko zaplanowanym morderstwem dokonanym na zlecenie jego przełożonych. Od tej pory Gideon zaczyna polowanie na generała odpowiedzialnego za tę sytuację, a jego celem staje się zemsta.

Fabuła wygląda przewidywalnie i sztampowo do bólu. Trudno doszukiwać się  w niej oryginalnych czy zaskakujących rozwiązań, ale… czyta się dobrze. Książkę kupiłam zupełnie w ciemno, przy okazji jednej z wielu promocji  w księgarniach internetowych – i właściwie przez pomyłkę. Tytuł zasugerował mi, że akcja dzieje się w jakimś quasi-średniowiecznym świecie, a same fabuła to raczej styl fantasy. Zdziwiłam się czytając, ale nie było to zdziwienie niemiłe. Książka jest bardzo sprawnie  napisana, wydarzenia mkną szybko, mimo nieuchronnej przewidywalności, można się w akcję wciągnąć. Treść podzielona jest na właściwie na dwa opowiadania. Pierwsze dotyczy poszukiwań winnego wydarzeń sprzed lat i próby ukarania go. W drugiej części na skutek swoich działań Gideon zwraca uwagę pewnego pracodawcy – szefa firmy działającego na zlecenie rządu. Gidon  podejmuje się zadania przejęcia chińskiego naukowca, uciekiniera z imperium, który wwozi do Stanów tajemniczą technologię. Nikt nie wie, co to jest, wiadomo tylko, że dzięki temu odkryciu znacząco mogą zmienić się siły na świecie, a Chińczyk staje się zwierzyną łowną.

Generalnie „Miecz Gideona” to lektura na jedno popołudnie. Łatwa, lekka i dobrze napisana. Czyta się z przyjemnością. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz